Bucza – masakra: komentarz pułkownika

Bucza stała się wielką, zbiorową mogiłą. Pochowano w niej ludzi, domy, marzenia, spokój, miłość. Pochowano tam też wartości, które jako rasa – niezależnie od religii, pochodzenia i koloru skóry powinniśmy wyznawać. Pochowali je sprawcy tej paskudnej zbrodni. Jakie są fakty? Zrujnowano miejscowość, rozkradziono mienie mieszkańców, w bestialski sposób zabito niewinnych ludzi. Jak do tego doszło, jakie są hipotezy? Poniżej pokuszę się o kilka scenariuszy.

Nigdy nie doświadczyłem zdarzeń o takiej skali – moja wojskowa przeszłość dała mi jednak lekcje na temat tego jak zachowują się ludzie, kiedy wokół ściele się trup. Znam też dobrze klimaty panujące w organizacjach wojskowych, wiem jakie emocje panują wśród żołnierzy w różnych warunkach. Sporo też wiem o morale, psychologii i dyscyplinie wojskowej – stąd moja próba formowania hipotez. Co zatem stoi za horrorem z Buczy? Oto kilka możliwych scenariuszy:

UPADEK SYSTEMU
W czasach starożytnych rzymscy dowódcy legionów obawiali się wielu rzeczy – najmniej walki. Jednym z większych zmartwień centurionów była demoralizacja wojska. Kiedy do tego mogło dojść? Żołnierz traci zdrowy rozsądek, kiedy nie ma nic do roboty. Wojsko stojące za długo w obozie zaczyna być zagrożeniem dla otoczenia. Ostrzem włóczni jest demoralizacja. Godzi w serce systemu tym szybciej im słabiej zdyscyplinowane są poddane jej oddziały. Ruski sołdat koczował pod Kijowem kilka tygodni. W tym czasie zginęło kilku jego kolegów, nie jadał za dobrze, zmókł, zmarzł i generalnie nie za wiele robił. Logistyki było tak samo mało jak dyscypliny, więc gdy potrzebował na czymś usiąść to kradł fotel. Gdy nie miał co zjeść – kradł jedzenie, kradł alkohol, wodę, potem telefony komórkowe, elektronikę – w końcu, nie doświadczając potępienia ze strony przełożonych, których i tak nie szanował, nabrał przekonania, że może wszystko. Przestrzeń pomiędzy rozbojem, a mordem jest niewielka. Mocno się zacieśnia, kiedy jedynym prawem jest „prawo kałasznikowa”. W głowie ruskiego sołdata obok poczucia bezkarności, władzy i siły na pewnym etapie zagnieździła się też chęć rewanżu. W takiej chwili przemoc przekracza Rubikon. Puszczają wszelkie bariery, które identyfikujemy ze standardami etyki czy humanitaryzmu. Sołdat staje się katem – wychodzi z niego prawdziwa, niepohamowana dyscypliną czy etyką bandycka natura. Brak dyscypliny i poczucie bezkarności powodują, że sołdat nie czuje się nawet zobowiązany do tego, żeby ukryć dowody zbrodni. Przecież skoro przełożeni to widzieli, to nikt go nie rozliczy…

STRACH
Ten ma wielkie oczy. Tym większe im bardziej wyczerpany jest doświadczający go człowiek. Sołdat siedział pod Kijowem kilka tygodni, w tym czasie mało spał, mało jadł. Na łeb leciały od czasu do czasu rakiety. Karetki zwoziły wciąż ciała poległych kolegów. Wielu zwyczajnie „znikało” wyparowując w trafionych Javelinami czołgach. Zagrożenie było wszędzie – każdy cień za rogiem, każdy pojazd – zewsząd mogły polecieć rakiety. Kiedy sołdat zasiadł przy karabinie na posterunku w nocy kapral powiedział: „wal do wszystkiego co się rusza”. Więc walił… Skoro tak kazali to znaczy, że nas to uratuje przed śmiercią. Na początku walił do samochodów – z daleka, nie było widać kto w nich jeździ, nie było widać kto w nich ginie. Po kilku dniach do strachu dołączyła frustracja. „Mamy te wszystkie czołgi, samoloty, miało pójść gładko, a tymczasem nie ruszamy się nawet o metr… Do tego zewsząd dochodzą głosy o tym ilu naszych zginęło. Dowódca gdzieś zniknął, nikt nie wie co robić”. Kiedy strach i frustracja łączą siły pojawia się chęć działania. Sołdat chce poczuć siłę, chce być sprawczy. Sprawczość wypiera poczucie bezsilności. Nie strzela już wyłącznie do samochodów, sołdat zaczyna zabijać ludzi. To uczucie syci w jego bandyckiej głowie lukę, którą drążą frustracja i strach. Kiedy pojawia się możliwość opuszczenia tego piekielnego miejsca sołdat natychmiast się wycofuje. Nie dba o to, by zatrzeć ślady po swoich zbrodniczych działaniach. Sołdat chce po prostu znaleźć się w bezpiecznym miejscu, za każdą cenę.

PROWOKACJA
Wojnę toczy się nie tylko za pomocą pocisków. Narzędziem walki jest również informacja. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych podczas konfliktu bałkańskiego ostrzelany został rynek w Sarajewie pojawiły się tezy o tym, że zwłoki zwyczajnie tam podłożono. Późniejsze dochodzenia wykluczyły taką możliwość – w Buchy jednak dochodzenia jeszcze nie zakończono. Czy mogło dojść do prowokacji? Niestety na tym etapie nie można tego wykluczyć. Wiem, że jest to kontrowersyjna teoria i przyznam szczerze, że sam nie jestem jej zwolennikiem – choć, jak wspomniałem jej istnienia nie można wykluczyć. Dlaczego uważam ten scenariusz za mało prawdopodobny? Po miesiącu walk Ukraińcy mają już dość dowodów na zbrodnie wojenne popełniane przez Rosjan. Ostrzał miast amunicją kasetową czy fosforową, celowe niszczenie osiedli i obiektów cywilnych: jest tego tyle, że porównywalna w skali na terenie Europy była chyba tylko ostatnia wojna światowa… Dlaczego więc ktoś miałby ryzykować potencjalną kompromitację na arenie międzynarodowej uciekając się do tak makabrycznej inscenizacji? Nie wiem – i śmiem wątpić w prawdopodobieństwo wystąpienia takiego scenariusza.

Niestety wszystko wskazuje, że ta wojna będzie obfitować w makabryczne wydarzenia. „Siły zła” – tak trzeba nazwać stronę, która dopuszcza się podobnych aktów. Czy ktoś zostanie za to rozliczony? Niestety śmiem wątpić. Mam tylko nadzieję, że okrucieństwo nie zrodzi bandytyzmu po drugiej stronie konfliktu. To nie jest gra, w której należy stosować się do reguły „ząb za ząb”. Niech giną ci, którzy zginąć muszą – ruskie sołdaty (bo nie nazwę ich żołnierzami), których dziurawe buciory odciskają dziś ślady na ukraińskiej ziemi.

Polub lub prześlij dalej tekst jeśli uważasz go za wartościowy

Dziękuję

Marcin

zdjęcie: Forbes

2 Responses to Bucza – masakra: komentarz pułkownika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.