MIGi znad Wisły dla Ukrainy – pułkownik tłumaczy

Co z tymi MIGami? Od kilku dni najczęściej pojawiającym się na moim „fejsbukowym wallu” zdjęciem lotniczym są różne ujęcia rosyjskiego myśliwca MIG29. Maszyna nazywana w kodzie NATO Fulcrum ma swoje medialne pięć minut z uwagi na kontrowersje wokół idei, która powstała niedawno nad Wisłą. O co chodzi? Decydenci w Warszawie wpadli na w sumie nie najgorszy pomysł przekazania wyprodukowanych w Rosji myśliwców Siłom Powietrznym Ukrainy. W zamian myśliwską lukę w naszym lotnictwie miały wypełnić maszyny F16, które od kilkunastu lat używamy. Poniżej postaram się w żołnierskim skrócie opisać sytuację tak, jak ją widzę.

MILITARNIE NAD WISŁĄ: nasze lotnictwo eksploatuje obecnie kilkadziesiąt sztuk Fulcrumów, w kontekście przekazania ich Ukrainie mówiono o 28 samolotach. Te myśliwce, pomimo że powstały 40 lat temu wciąż prezentują nie najgorszą wartość bojową. Ich zaletą jest wysoka manewrowość, choć elektroniką ustępują maszynom zachodnim. 22 z MIGów eksploatowanych w Polsce przekazali nam dwadzieścia lat temu Niemcy – za symboliczną cenę 1 euro. Nad Wisłą dostosowano je do wymogów operacyjnych NATO, czyli – w dużym skrócie tłumacząc, wyposażono je w elektronikę umożliwiającą komunikowanie się z systemami dowodzenia i rozpoznania sojuszu. Pozostaje jednak jeden problem: wciąż są to samoloty wyprodukowane w Rosji. Części zamienne, szkolenie kadr technicznych, oprzyrządowanie naziemne – to wszystko jest „made in Russia”. Co więcej – takiego samolotu nie da się uzbroić w NATOwskie rakiety czy bomby. System pozostaje więc w 100% uzależniony od wielkiego brata ze wschodu. Wymiana Fulcrumów na F16 z naszego punktu widzenia jak najbardziej miałaby sens.

MILITARNIE NAD DNIEPREM: lotnictwo Ukrainy eksploatuje MIGi29 od lat. Ukraińcy mają dobrze wyszkolonych pilotów, kadrę techniczną, zapasy i bazę eksploatacyjną do operowania tego typu myśliwcami – ale… Właśnie: „ale”. Są na etapie kampanii obronnej, w którym prowadzenie operacji powietrznych z wykorzystaniem lotnictwa myśliwskiego ma powiedzmy ograniczony sens. Dlaczego? W powietrzu Rosjanie mają przewagę – start, dolot do strefy działań i samo operowanie w powietrzu ukraińskiego samolotu będzie monitorowane przez rosyjskie stacje radiolokacyjne od początku, do końca, którym może być trafienie rakietą. Ukraiński pilot od momentu oderwania się od ziemi będzie celem rosyjskich myśliwców, których w powietrzu jest więcej i rosyjskiej obrony przeciwlotniczej, która jest technologicznie zaawansowana. W rezultacie każda misja lotnictwa myśliwskiego będzie obciążona ogromnym ryzykiem. Dostawa świeżych MIGów na Ukrainę nie spowoduje dużej zmiany stosunku sił w powietrzu. Kolejnym aspektem jest kwestia infrastruktury. Lotnictwo potrzebuje baz. Warsztaty, magazyny, pasy startowe, hangary, pojazdy techniczne – myśliwiec jest czubkiem góry lodowej, na którą składa się cały konglomerat logistyczny. Tej bazy jest niewiele już dziś, a biorąc pod uwagę przerzucenie przez Rosjan wysiłku broni dalekiego zasięgu na cele w zachodniej części Ukrainy, będzie jej coraz mniej. Mówiąc krótko – ukraińskie myśliwce mogą zwyczajnie nie mieć skąd operować.

PRAWNIE: myśliwiec to inaczej statek powietrzny. Statki jak wiadomo mają swoje bandery, nazwy, są zarejestrowane w konkretnych krajach… Podobnie z MIGami. Polskie dwudziestki dziewiątki są dziś oznaczone barwami Polskich Sił Powietrznych, mają swoje numery i są częścią zasobów sił zbrojnych państwa NATO. Przekazując je Ukrainie można zrealizować dwa scenariusze. Pierwszy: samoloty startują z Polski w barwach PL, lądują na Ukrainie i tam są przekazane, przerejestrowane, przemalowane itp. W tym przypadku statki powietrzne NATO wlatują w przestrzeń Ukrainy. Drugi: ukraińscy piloci przyjeżdżają do Polski, samoloty są przekazywane w Polsce, zmieniają barwy, oznaczenia itp. W tym przypadku samoloty bojowe Ukrainy bazują czasowo na terytorium państwa NATO. Opisałem to wszystko w dużym uproszczeniu. Oba przypadki dają pole do różnych interpretacji w Moskwie i oba rodzą ryzyko militarnego uwikłania w konflikt.

WNIOSKI: Rosjanie utrzymują dziś lokalną przewagę w powietrzu – nie osiągnęli jednak dotąd statusu „panowania w powietrzu” (różnicę pomiędzy tymi dwoma stanami tłumaczę TUTAJ). Ukraińcom trudno będzie w takim środowisku prowadzić ofensywne operacje z wykorzystaniem lotnictwa. Duże ryzyko i potencjalnie niewiele do ugrania. Dziś Ukraińcy nie walczą o uzyskanie przewagi w powietrzu nad Rosjanami. Dla obrońców znad Dniepru ważne jest to, aby siły inwazyjne nie uzyskały panowania w powietrzu. W obszarze tych działań doskonale sprawdzają się naziemne środki przeciwlotnicze – rakiety, które Ukraińcy otrzymują w ramach pomocy wojskowej między innymi z Polski. Wojna to pieniądze… Współczesny myśliwiec to droga zabawka – równowartość kilkudziesięciu zestawów rakietowych. Zastanowiłbym się więc w co inwestować.

Polub lub podziel się tekstem jeśli uważasz go za wartościowy

chcesz wiedzieć więcej o wojnie na Ukrainie, weź udział w wydarzeniu: BRIEFING PUŁKOWNIKA

Dziękuję! Marcin

Jedna odpowiedź do MIGi znad Wisły dla Ukrainy – pułkownik tłumaczy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.