W dniu kobiet z kobietą odważną o kobiecym punkcie widzenia…

Zwykle w swoich tekstach piszę o męskim charakterze – jego archetypie, cechach, ułomnościach… Dziś jednak chciałbym podzielić się rozmową z silną kobietą. Z Patrycją Babicką znamy się od kilku lat – stoimy niejako na dwóch biegunach: męskości i kobiecości. W każdym z nas drzemie zaklęta na różne sposoby „moc”. Moja dzisiejsza rozmówczyni to człowiek teatru – z zamiłowania i z zawodu. Dramaturg i tekściarka, współautorka między innymi dwóch dramatów o Wandzie Rutkiewicz, osoba związana z krakowskim teatrem Bagatela. Kobieta z charakterem, razem z koleżankami zaliczona przez magazyn „Wysokie obcasy” do grona „Silnych 2019”. Prywatnie samotna mama dziesięcioletniej Poli, materializująca z uporem swoje marzenia budowy własnego domu. W przededniu święta kobiet usiedliśmy na porannej kawie – rozmawiamy o pasjach, teatrze, współczesnych kobietach, ich roli w świecie, relacjach i kryzysie męskości.

Patrycja, zajmujesz się czymś wyjątkowym, możesz mi opowiedzieć o Twojej pracy, pasji – skąd pomysł na siebie?
Od kiedy pamiętam odczuwałam duchową potrzebę realizowania się jako literatka, ponieważ to wspaniała metoda do zgłębiania ludzkiej duszy. Twórczość nie jest jednak dla mnie celem samym w sobie. Moją pasją był i jest człowiek – przyglądam się ludzkim charakterom, decyzjom i motywom postępowania. Zadaję pytania, drążę i szukam odpowiedzi. Także, a może przede wszystkim – o sobie samej. Jakoś tak wyszło, że wybieram trudne tematy, często osadzone w traumatycznych przeżyciach bohaterów.

Piszesz o traumach – obiektem Twoich zainteresowań jest człowiek czy drzemiące w nim zło?
Skupiam się na kontrastach w ludzkiej naturze. Szukam wewnętrznej walki człowieka, ale nie zawsze jest to walka dobra ze złem.

Skąd zatem pomysł na Wandę Rutkiewicz?
Pomysł pisania o Wandzie przyniosła moja koleżanka, aktorka Basia Kurzaj. Pragnęła zagrać silną kobietę. Taką jak Rutkiewicz. Razem z Magdą Zarębską-Węgrzyn zaczęłyśmy najpierw czytać, gromadzić materiały, a potem pisać scenariusz. Jak się okazało, nie do końca o himalaizmie, tylko o wrażliwej i mocno doświadczonej kobiecie, której życie nie rozpieszczało. Zwłaszcza, jeśli chodzi o bliskich. W dzieciństwie była świadkiem śmierci brata, później zamordowano jej ojca, w górach zginął Kurt – miłość jej życia i wielu przyjaciół. Zaczęłam podziwiać jej determinację i rozumieć, że góry to ucieczka, specyficznie pojmowane bezpieczeństwo, miejsce żałoby i przystań dla umysłu. Jak się zna biografię Wandy, trudno uwierzyć, że tę drobną kobietę tyle spotkało.

Czy gdyby Wanda była mężczyzną, byłby to dla Ciebie mniej interesujący temat?
Nie wiem, łatwiej mi poczuć kobietę, zrozumieć jej emocje, identyfikować się z nią. W przypadku Wandy górskie szczyty nie były jedyną przeszkodą do pokonania. Wanda walczyła o siebie, ale i o swoje miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Musiała przebić się przez grube warstwy stereotypów.

Właśnie – stereotypy i gender podziały… Teatr to dla Ciebie niestety nie tylko pasja i miejsce pracy, ale też scena nieprzyjemnych wydarzeń, o których było głośno w mediach pod koniec zeszłego roku. Współczuję Ci tego, co Cię spotkało w Bagateli i podziwiam za odwagę mówienia o molestowaniu kobiet. Wy też musiałyście przedrzeć się z koleżankami przez warstwę stereotypów – jak wyglądały Wasze Himalaje?
Nasze Himalaje zaczęły się na dole. Żadna z nas nie planowała niczego więcej, poza tym, że chciałyśmy powiedzieć „nie” zachowaniu, które uważałyśmy za nieetyczne i przekraczające normy dopuszczalne w relacjach zawodowych. Chciałyśmy pomóc przede wszystkim sobie. Okazało się, że otworzyłyśmy Puszkę Pandory, obnażyłyśmy mechanizmy, które wciąż tkwią w naszej (i – jak się okazuje – nie tylko naszej) branży. Wylał się syf. A nasza sprawa stała się pretekstem do dyskusji o czymś szerszym. Ujawnione zostały ułomności systemu, w którym w XXI wieku molestowana kobieta wciąż jest pozostawiana sama sobie. Nie ma procedur, które ją chronią w rzeczywistości. Jest tylko teoria i też nie najlepsza.

Podjęłyście publicznie trudny temat. To wymaga odwagi, akceptacji ryzyka? Czujecie się bohaterkami?
Nie, ponieważ żadna z nas nie planowała zmieniać świata, tylko swoją sytuację, ale skoro już tak się stało, że została na nas skupiona społeczna uwaga, to działamy. Okazuje się, że wielu ludzi, a także organizacji i instytucji potrzebuje merytorycznej dyskusji o molestowaniu i mobbingu. Po to, by zmieniać prawo, regulaminy wewnętrzne w zakładach pracy, by stawiać granice i głośno mówić o tym, co jest normą, a co przekroczeniem.

A Ty, Patrycja – masz jakieś pomysły na systemowe rozwiązania napięć społecznych na linii kobiety – mężczyźni?
Nie, takich nie mam, ale po tej sprawie, wiele się zweryfikowało. Przede wszystkim poczułam, że chciałabym robić coś pożytecznego. Dlatego z przyjaciółmi pracujemy nad powstaniem fundacji wspierającej rozwój dziewcząt. Bo dziewczynki mają trudniej, bo mimo że tak wiele się mówi o równości i równych szansach, rzeczywistość wciąż pokazuje coś innego.

Chciałabyś pomagać młodym kobietom. Jak definiujesz wzorzec współczesnej kobiety? Dostrzegasz jakiś zarys, cechy wspólne, archetyp?
W definicji kobiety jest wiele sprzeczności. Mój wzorzec to silna baba, która zarazem nie traci swojej wrażliwości. Kobieta aktywna, spełniona zawodowo, ale też czuła orędowniczka ogniska domowego i marzycielka. Tak naprawdę współczesna kobieta może być kim chce. Musi tylko w to uwierzyć i próbować. Wiem, że brzmi to trochę jak aforyzm Paulo Coehlo, ale nie da się inaczej. Nie ma czego się bać. Bo lęk w walce o siebie nie pchnie nas dalej, nie przyniesie spokoju i poczucia spełnienia.

No właśnie, Ty nie bałaś się nawet podjąć samodzielnej budowy domu?
Przyznaję – to był najgłupszy pomysł mojego życia, ale uparłam się. Dzięki determinacji i wsparciu moich cudownych przyjaciół, jestem już blisko celu. Ale po drodze napotkałam mnóstwo trudności. Od spraw formalnych począwszy, kończąc na arogancji robotników, którzy, albo nie chcieli ze mną rozmawiać, gdyż rozmowa z kobietą na tak męskie tematy wydawała im się kuriozalna, albo widzieli we mnie łatwy cel do tego, by mnie oszukać. W końcu „co baba może wiedzieć o budowie?!”. To zmotywowało mnie do tego, by zapoznać się z jej specyfiką. Dzięki temu wiem, ile schnie wylewka i co to są legary. Niedługo będę mogła powiedzieć: urodziłam córkę, wybudowałam dom i zasadziłam drzewo. Czuję się spełniona.

To zdanie zwykle, choć nie w całości, mówił mężczyzna. Jak w takim razie oceniasz współczesną męskość. Czy kryzys męskości to fakt czy mit?
Wydaje mi się, że podłoże kryzysu nie jest umiejscowione we współczesnym mężczyźnie. To raczej wynik społecznej dynamiki, zachodzących w nim procesów. Role kobiety na przestrzeni ostatnich dekad uległy gruntownej przemianie. Jesteśmy bardziej niezależne, zwiększamy swój udział w świecie, ale wciąż jeszcze wiele przed nami. Co jednak ważne – robimy to dla nas samych, a nie przeciwko mężczyznom. Kobiety uzupełniają sobą miejsca zarezerwowane niegdyś tylko dla mężczyzn. To może się kojarzyć z konfliktem. Ja wolę patrzeć na to jak na zjawisko warte uwagi, jak na pretekst do rozmowy, do zmian, które zawsze są rozwijające i wiele uczą. Poza tym gdzie są ci mężczyźni z kryzysem? Ja otaczam się wieloma wspaniałymi facetami, którzy nie cierpią ani na kryzys męskości ani na szowinizm. A że czasem spotkam takiego, którego nie chcę znać, nic na to nie poradzę. Na szczęście mam prawo powiedzieć „nie chcę cię znać”, odwrócić się na pięcie i odejść. Ale to nie jest kwestia płci. Zdarza się przecież, że to z kobietą mi zupełnie nie po drodze.

Patrycja, dziękuję Ci za rozmowę – cieszy mnie zwłaszcza Twój ostatni wniosek dotyczący kryzysu męskości… Jako ojciec nastolatka, odzyskuję nadzieję! Życzę Tobie i wszystkim odważnym kobietom wszystkiego dobrego i trzymam kciuki za Twoje sukcesy.

Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.